Oni żyją dalej. Ja się zatrzymałam..

Share
Oni żyją dalej. Ja się zatrzymałam..

Są takie momenty, kiedy jesteś wśród ludzi i nagle czujesz, że już do nich nie należysz.Wczoraj zrozumiałam to bardzo wyraźnie.


Wczoraj była komunia mojej chrzestnicy.

Kościół, dzieci w bieli, rodziny, zdjęcia.Wszystko takie, jakie powinno być.

I wszyscy byli dokładnie tacy, jacy powinni być.

Uśmiechnięci.Spokojni.Obecni.

Ja też tam byłam.Ale tylko fizycznie.

Mój syn kręcił się obok mnie.Nie słuchał.Ja próbowałam go ogarnąć.

I w pewnym momencie dotarło do mnie coś bardzo niewygodnego:

ja próbuję kontrolować jego, bo nie mam kontroli nad niczym innym

Potem przyjęcie.

Stoły zastawione. Śmiech.Rozmowy.Zwykłe życie.

Patrzyłam na to i miałam w głowie jedną myśl:

oni żyją dalej

A ja stoję obok i próbuję nadążyć.

Nie wytrzymałam.

Rozpłakałam się tak, że musiałam wyjść.

Nie dlatego, że ktoś coś powiedział.Nie dlatego, że wydarzyło się coś konkretnego.

Tylko dlatego, że:

we mnie jest za dużo, żeby dalej udawać, że jest w porządku

Mój mąż.

To, co się stało.To, co straciliśmy.To, jak wygląda teraz nasze życie.

To nie jest coś, co zostaje „w domu”.

To idzie ze mną wszędzie.Do kościoła.Na przyjęcie.Między ludzi, którzy nic o tym nie wiedzą.

Dziś boli mnie całe ciało.

I to nie jest zmęczenie.

To jest napięcie, które nie ma gdzie wyjść.

Płaczę bez konkretnego powodu,bo powodów jest za dużo naraz.

I w tym wszystkim jest mój syn.

Wracam do domu.On się przytula.Uśmiecha się.Mówi, że mnie kocha.

Jest jasny.Spokojny.Jakby wracał do życia.

I to jest moment, który jest jednocześnie najpiękniejszy i najtrudniejszy.

Bo widzę dwa światy naraz:

jego, który idzie do przodui mój, który jeszcze stoi w miejscu

Patrzę na ludzi i myślę:

„Dlaczego oni mają w sobie tyle lekkości?”

A potem przychodzi druga myśl:

ja już nie jestem w tym samym miejscu co oni

Nie piszę tego, żeby ktoś mnie pocieszył.

Piszę to, bo może ktoś też siedział kiedyś przy stole pełnym ludzi i czuł się kompletnie sam.

Może ktoś też próbował się uśmiechać,a w środku miał chaos.

Dziś nie mam puenty.

Nie mam „będzie dobrze”.

Mam tylko jedno zdanie, które jest prawdziwe:

dzisiaj jest mi bardzo trudno


I na razie tyle musi wystarczyć..